Z polecenia na okładce:
Pełna pozytywnej energii i pysznie doprawiona śląską gwarą i humorem
opowieść o tym, że marzenia nie mogą się przeterminować, a po czterdziestce
życie kobiety nie tyle się zaczyna, co bujnie owocuje sumą doświadczeń i
fermentuje smakiem wieloletnich przyjaźni jak najlepsze wino. I że nie trzeba
wcale wyjechać daleko, żeby zawędrować w głąb siebie i odkryć swoje nieznane
wewnętrzne kontynenty i egzotyczne wyspy! Dajcie się uwieść szaleństwu
„Babskiego lata”!
Kiedy ze strony Wydawnictwa Emocje padła propozycja objęcia przez mój blog patronatem najnowszej książki Katarzyny Targosz „Babskie lato”, nie wahałam się nawet przez chwilę. Po pierwsze, znam już styl Autorki, bo recenzowałam niektóre z jej poprzednich powieści. Po drugie, ta powieść jest jak „uszyta” na moją miarę, bo idealnie wpisuję się wiekowo w średnią paczki przyjaciółek, które w tejże powieści ruszają w podróż życia. Podróż, jak by się mogło wydawać, długo odkładaną, a zatem nieco już przeterminowaną… Czy jednak marzenia naprawdę mają termin przydatności, po którym ich realizacja groziłaby zatruciem organizmu i chorobowymi powikłaniami? Zdecydowałam się o tym przekonać i dosiadłam się na gapę do samochodu, którym Renata, Kornelia, zwana Nelą i Pola ruszyły w podróż. Ale nie uprzedzajmy faktów ;) .
Imiona bohaterek wymieniłam już wyżej, ale czas trochę je
Wam przybliżyć, bo jeśli zdecydujecie się dołączyć do ich szalonej eskapady to
warto byłoby wiedzieć z kim się podróżuje. Wszystkie trzy są dojrzałymi
kobietami w wieku czterdzieści plus. Każda ma za sobą niejeden życiowy zakręt,
lepiej lub gorzej przebyty. Czasem je życie z tych zakrętów wyrzuciło i
pokiereszowało. Nela zmaga się właśnie z syndromem opuszczonego gniazda po tym
jak jej córka Agnieszka wyjechała na studia. Córka, z którą stanowiły tandem,
bo Nela wychowywała swoje dziecko bez ojca. Ten ostatni przestraszył się
odpowiedzialności i zniknął z ich życia jeszcze szybciej niż się w nim pojawił.
Nela właśnie przeprowadziła się do domu ciotki Cecylii zwanej Cilą, która
zaproponowała jej wspólne zamieszkanie na zasadzie obopólnej korzyści. Cila to postać drugoplanowa, ale wykreowana
tak brawurowo, że podbija serca czytelników od pierwszych chwil, gdy się
pojawia i poważnie się zastanawiam czy Katarzyna Targosz nie powinna pomyśleć o
osobnej opowieści z Cilą w roli głównej ;) . Zakochacie się w tej szalonej
staruszce i będziecie ją łyżkami jeść ;) !
Pozostałe dwie przyjaciółki poznajemy z okazji imprezy urodzinowej Kornelii, na którą przyjeżdżają. Renata to przebojowa i atrakcyjna bizneswoman i nikt nie domyśliłby się, patrząc na nią, że ma za sobą traumę utraty ukochanego męża. Z kolei Pola to przykładna żona i matka czwórki dzieci, przytłoczona codziennymi obowiązkami, jakby nimi przykurzona z braku czasu na choćby chwilę refleksji i oddechu. Poznajemy je w momencie, gdy każda z nich, mniej czy bardziej świadomie, zmaga się z jakimś wewnętrznym kryzysem.
– Ty to masz świetny
głos, Nela! – uznała Pola nie po raz pierwszy. – Sama powinnaś była
zostać śpiewaczką operową!
– Powinnam była zrobić wiele rzeczy, ale teraz
już na wszystko za późno…
– Nie, no ja
z nią nie wytrzymam! – Renata zerwała się od stołu, przy którym
chwilę wcześniej usiadła.
– No i czemu się
nerwujesz? – zganiła ją Pola. – Siednij się i uspokój.
– Jak się mam uspokoić,
jak ta dziołcha mnie słabi2?!
Wszystkie trzy
pochodziły z rodzin napływowych bądź mieszanych, więc „ślunsko godka” nie
była czymś, co wyniosły z domów. Mieszkając w tym regionie od
urodzenia, przejęły jednak wiele jej naleciałości i wypracowały sobie
specyficzny sposób wypowiedzi, w którym używały śląskich słów
i wyrażeń, przeplatając je z literacką polszczyzną, i nawet nie
zdając sobie z tego sprawy.
– Najchętniej to by
nas już chyba pochowała do grobów! – kontynuowała Renata. – A ja
nie jestem żadną starą babą! Ja się wciąż czuję gryfną frelką, taką co ma
dwadzieścia lat!
– Dwadzieścia lat to
ma moja córka – zauważyła Kornelia. – Ja się czuję na sto
dwadzieścia – dodała ponuro.
Ten jeden urodzinowy wieczór przypomina trzem przyjaciółkom
o nigdy niezrealizowanym marzeniu z młodości o wspólnej podróży w nieznane…
Takiej bez rezerwowania wczasów all inclusive, trochę w ciemno, gdzie oczy
poniosą i stosownie do znaków, jakie pojawią się na ich drodze. I pod wpływem chwili, a może w porywie
szaleństwa, Nela, Renata i Pola decydują się ruszyć w podróż ich życia… W
spóźnioną podróż marzeń. I zapewniam Was, że każda chwila tej podróży zapewni
im moc atrakcji i pozwoli odkryć wiele nieuświadamianych tęsknot, marzeń,
przytłoczonych tak zwaną prozą życia, która przecież wcale nie musi być taka zła,
ale ma już tego pecha, że to marzenia i ich spełnianie bardziej kojarzą się z
poezją i wzlotami…
Treści książki Wam nie zdradzę, to moja żelazna zasada recenzencka i możecie mi wierzyć, że informacje, które Wam dotąd zdradziłam znajdziecie na pierwszych stronach książki. Ale chętnie uzasadnię dlaczego warto wsiąść do samochodu z naszymi trzema podróżniczkami i przeżyć z nimi to „Babskie lato” w pigułce.
Pierwsze, co przyciągnęło moją uwagę podczas lektury to …poczucie humoru. Każdy dialog aż iskrzy humorem, a podkręca go jeszcze śląska gwara, którą Autorka dość hojnie nam dawkuje sprawiając, że przy okazji mamy okazję odkryć jej bogactwo i urok. Jeśli szukacie lektury na poprawę humoru, to macie to jak w banku ;) ! Drugi świetny zabieg to wysłanie bohaterek w podróż …po Polsce. Choć sama bardzo lubię poznawać nowe kraje i inne kultury to ogromnie doceniam wszelkie formy promowania piękna ojczystego kraju. Katarzyna Targosz w swojej powieści zaprasza nas w podróż, która tylko pozornie jest mniej spektakularna niż te do egzotycznych krajów. Mamy okazję poznać ciekawe miejsca w Polsce, choćby Zalipie, do którego sama od dłuższego czasu się wybieram, czy zamek w Baranowie Sandomierskim. Ale przede wszystkim czytelnik daje się zabrać w podróż w głąb siebie, bo kolejne etapy podróży trzech przyjaciółek konfrontują je z ich lękami, pragnieniami, ale też pomagają im odkryć zakopane od lat talenty, spełnić marzenia, podjąć wyzwania, na które w innych okolicznościach nigdy by się nie zdobyły.
Dla mnie „Babskie lato”
to trochę taka polska „Thelma i Louise” wymiksowana z kryminałami Joanny
Chmielewskiej i serią o Panu Samochodziku Zbigniewa Nienackiego. A dlaczego?
Dlatego, że mamy tutaj dawkę kobiecości pomieszanej z przygodą, a nawet z
wątkiem kryminalnym ożywiającym w uważnym czytelniku najlepsze wspomnienia
literackie ;) . Naprawdę przy tej lekturze nie sposób się nudzić! Tak samo jak
nie sposób zachować powagi ;) …
Polecam Wam gorąco
„Babskie lato”! To lektura, która przede wszystkim ma bawić, ale ta zabawa
nieuchwytnie nawiązuje do tego, co najlepsze w klasyce naszej polskiej
literatury i za sam ten wdzięk, z jakim to robi, zasługuje na uwagę! To świetna
książka na prezent, do zabrania w podróż, albo na wakacje, do przeczytania w
gronie przyjaciółek i przedyskutowania problemów bohaterek. A jestem
przekonana, że niejedna kobieta, nie tylko taka czterdzieści plus, zobaczy się
w tej opowieści jak w lustrze.
No i jeszcze nie mogę skończyć bez petycji do Autorki i do Wydawcy: żądam więcej Cili ;) !!! Taki potencjał nie może się zmarnować! A jeśli chcecie się przekonać, o co chodzi z tą ciocią Cilą, to lećcie do księgarni ;) …
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz